Oddani Matce Bożej

Świadectwa spotkania z Matką...

Andrzej

Wróciłem do życia...

Przez wiele miesięcy byłem w stanie, którego nie potrafię inaczej nazwać niż pustka. Nie modliłem się. Nie umiałem. Pojechałem na Jasną Górę bardziej z rozpędu, niż z wiary. I tam, w ciszy przed obrazem Matki Bożej, coś pękło — ale nie we mnie, tylko tak jakby wewnątrz tej blokady, którą miałem w sercu. Nie usłyszałem głosu. Nie było spektakularnych znaków. Ale wyszedłem stamtąd lżejszy. Jakby ktoś zdjął ze mnie ciężar, który nosiłem latami. Do dziś wierzę, że to Ona mnie tam przyciągnęła. Dziękuję Ci, Maryjo!


Jola Owczarska

Pierwszy raz poczułam, że ktoś mnie kocha...

Przyjechałam na Jasną Górę z poczuciem, że jestem daleko od Boga. Miałam w sobie dużo wstydu i jeszcze więcej pytań. Stałam przed obrazem Matki Bożej i po prostu płakałam. Nie umiałam inaczej. I wtedy przyszła taka myśl — bardzo prosta, ale poruszająca wszystko: „Jestem Twoją Matką.” To nie było emocjonalne uniesienie. To było coś spokojnego, ale bardzo prawdziwego. Wróciłam do domu inna. Nie idealna. Ale spokojna.


Maria S.

Zawierzyłam i przestałam się bać...

Przez lata próbowałam wszystko kontrolować. Przyszłość, decyzje, ludzi, siebie. Na Jasnej Górze po raz pierwszy powiedziałam: „Maryjo, ja już nie daję rady sam.” To było proste zdanie, ale wierzę, że wypowiedziane prosto z serca. I coś się zmieniło — nie świat wokół mnie, ale ja. Strach nie zniknął od razu, ale przestał mną rządzić. Od tamtej pory wiem, że nie idę sama.


Tomasz

Wszystko się zmienia...

Za każdym razem, gdy wchodzę do Kaplicy Cudownego Obrazu padam na kolana i płaczę. Radość i tęsknota w jednym. Widzę Jej wizerunek święty i cieszę się i zaraz smucę, że jeszcze jestem daleko od Niej i nie mam pewności, czy uda mi się osiągnąć niebo i być razem z Nią u Boga. Oby się udało. Bo inaczej umrę z tęsknoty...

Kinga Nowacka

Odzyskałam nadzieję...

Straciłam w życiu coś, co wydawało mi się nie do odbudowania. Nie umiałam już się modlić, bo każde słowo bolało. Na Jasnej Górze po prostu siedziałam w milczeniu. Przyjechałam tam chyba z żalu i z pretensjami, ale w tym milczeniu przyszło coś, czego się nie spodziewałam — pokój. Nie odpowiedzi. Nie rozwiązania. Ale pokój, który sprawił, że mogłam oddychać. Wtedy zrozumiałam, że Maryja nie zabiera bólu. Ona przy nim stoi. Od tego czasu jest przy mnie, choć nie zawsze dobrze się układa.


Renata Z. z Rybnika

Oddałam Jej mój strach o dzieci...

Największy mój lęk zawsze dotyczył moich dzieci. Żyłam w napięciu, w wyobrażaniu sobie najgorszych scenariuszy. U Maryi nie umiałam już tego dłużej nosić. Płakałam i mówiłam tylko: „Maryjo, ja już nie potrafię.” I wtedy przyszło coś trudnego do wyjaśnienia — nie pewność, że wszystko będzie dobrze, ale głęboki pokój, że nie jestem w tym sama. Od tamtej chwili uczę się oddawać Jej wszystko dzień po dniu. Zawierzam Jej wszystko.


Karolina (Sopot)

To był dzień, który zmienił ciszę w moim sercu...

Przyjechałam w ciszy, która nie była spokojem, tylko zmęczeniem. Nie umiałam już rozmawiać z Bogiem. Stałam przed obrazem Matki Bożej i nie wiedziałam, co powiedzieć. I wtedy zrozumiałam, że Ona nie czeka na idealne słowa. Ona po prostu jest. Ten dzień nie rozwiązał wszystkich moich problemów. Ale zmienił mnie. Bo przestałam być sama w swojej ciszy. Maryja jest wyjątkowa.


Chcesz się podzielić świadectwem...